Mała dziewczynka w wielkim świecie
Mój prywatny osobisty blog

Szkolne celebritis

Tym razem artykuł z Newsweeka:

Szkolne celebritis
Bądź pewny siebie, dbaj o wygląd, bywaj na imprezach, sam je organizuj, wciągnij w grę rodziców i zrób z nich sojuszników – to kilka przykazań z dekalogu szkolnej gwiazdy. Zmory polskich szkół.
Wcześniej nikt nie wiedział, kim jestem. Taka szara myszka. Więc postanowiłam, że się wysilę. W końcu to miała być tylko ściema – Hanka Marciniak, nastolatka w różowych futrzanych kozaczkach, nerwowo rozgląda się po pizzerii na warszawskim Ursynowie. Na wszelki wypadek ścisza głos.
– Obwiązałam rano rękę bandażem i opowiadałam cały dzień w szkole, że ojciec mnie walnął podczas awantury. Po dwóch godzinach wszyscy o mnie gadali. I o to chodzi. Szybko dostałam SMS z zaproszeniem na imprezę od dziewczyny, z którą wszyscy chcą się przyjaźnić – opowiada Hanka z wyraźną dumą. W ten sposób załatwiła sobie miejsce w najlepszej szkolnej kaście popularnych. To dzieci, które nie są anonimowe w tłumie na szkolnym korytarzu. Wszyscy znają ich imiona i nazwiska. Brylują, mają władzę nad kolegami i każdy chciałby pokazywać się w ich towarzystwie.
Mniej lub bardziej lubiani uczniowie byli w szkołach zawsze. Tak samo jak szczęśliwi posiadacze markowych ciuchów. Dzisiejszy bój o popularność nie ma z tym jednak nic wspólnego. To zupełnie nowy podział stref wpływów w szkolnej dżungli. Żeby dostać się do popularsów, dzieciaki niczym specjaliści od marketingu korzystają z wykalkulowanych na zimno strategii i forteli. Wszystko po to, żeby być kimś w rodzaju szkolnego celebrity.
Obsesja na punkcie popularności przyszła do nas wraz z amerykańskimi serialami dla nastolatków. W USA popularsi zrobili zawrotną karierę na początku lat 90., kiedy w mediach zapanował szał na celebrities. Pierwsze reality shows emitowane w telewizji zaczynały właśnie niemal seryjnie produkować nowe gwiazdy i gwiazdeczki, które coraz częściej były znane tylko z tego, że są znane. Nowinki z Hollywood znalazły bardzo podatny grunt w szkolnej subkulturze, a rozwój mediów elektronicznych sprawił, że dziś już trudno mówić o modzie. To raczej nowy rodzaj segregacji na tych, którzy są popularni (a więc coś warci), i tych, którzy nie są wystarczająco sprytni albo cwani, żeby przebić się do elity. „W szkołach panuje ścisła segregacja na gwiazdy i tych, którzy nie świecą, więc szybko wpadają do czarnej dziury zapomnienia” – napisał socjolog Murray Milner w swojej książce „Świrnięci, kujony i fajni: amerykańskie nastolatki, szkoły i kultura konsumpcji”.
Popularsi – klasa rządzących
– Popularni są zmorą pedagogów. Jeszcze trzy lata temu nikt o nich nie słyszał, a dziś zajmują najwyższą lokatę w szkolnej hierarchii – twierdzi Joanna Jabłońska, nauczycielka z łódzkiego liceum. Z popularnymi uczniami muszą liczyć się wszyscy – nauczyciele, uczniowie i rodzice. Jedno negatywne zdanie o koleżance czy koledze wypowiedziane niedbale przez popularsa wyrzuca te osoby poza towarzyską orbitę. Nauczyciel, który podpadnie popularsowi, może się spodziewać, że klasa nie będzie chodzić na jego zajęcia – tylko dlatego, że tak postanowi populars. – Mieliśmy taki przypadek w szkole. Jedna dziewczyna dyktowała całej klasie, co ma robić, a że nauczycielka od fizyki nie przypadła jej do gustu, wszyscy notorycznie nie przychodzili na lekcje. Woleli mieć zagrożenie z tego przedmiotu, niż podpaść koleżance. Bo to oznaczało ostracyzm towarzyski, docinki, a czasem nawet kuksańce wymierzane w szatni, kiedy nikt nie widzi – opowiada Konrad Tomczyk, pedagog z Trójmiasta.
– Kiedyś w polskich szkołach status ucznia najczęściej wyznaczała grubość
portfela rodziców. Ale dziś to już nie wystarcza – mówi Małgorzata Ohme, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Teraz sławę w szkole zdobywają tylko te dzieciaki, które na zimno potrafią wykalkulować strategię własnej promocji. – Często mają początki skłonności psychopatycznych – uważa psycholog dr Krystyna Kmiecik-Baran z Uniwersytetu Gdańskiego. Jej zdaniem wyreżyserowanie skandalu z własną osobą w roli głównej to wysiłek zbyt duży na zdrową dziecięcą psychikę. A skandal jest czasem niezbędny, bo najskuteczniej namaszcza uczniów na szkolne gwiazdy.
– Etap szpanowania gadżetami mamy już dawno za sobą – twierdzi socjolog młodzieży dr Jacek Kurzępa z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Teraz trzeba zaskoczyć czymś oryginalnym, czymś, co wzbudzi podziw albo zaszokuje kolegów. Równie dobrze można szpanować napadem na szkolny sklepik, jak oskarżeniem nauczyciela o pedofilię. – Wszystkie środki dozwolone, żeby tylko zabłysnąć na szkolnym firmamencie i potem się na nim utrzymać jak najdłużej – twierdzi socjolog. – To przypomina wyścig korporacyjnych szczurów, nie ma nic wspólnego ze spontanicznymi wygłupami dzieciaków – uważa dr Kmiecik-Baran. Już sam dekalog popularsa mrozi krew w żyłach. Oto kilka punktów z blogów nastolatek: „O popularność trzeba dbać i nie dać się wygryźć, bo to już nie wraca”, „U mnie w szkole popularne są najczęściej tak zwane dupodajki i te, co zmieniają facetów jak rękawiczki”, „Wystarczy, że będziesz rażąca, że będziesz rzucać się w oczy. Zakładaj więc takie ciuchy, które widać. Musisz postawić na kolory, ale uważaj, żeby nie wyszedł wsiórski efekt!”.
– Na popularność trzeba ciężko pracować – przyznaje 14-letnia Nina Jabłońska z Łodzi. Jej kolega przyszedł do szkoły w krótkich spodenkach, postawił krzesło na samym środku sali, a potem wietrzył łydki – czyli siedział w krótkich spodenkach podczas apelu. Nikt tego nie przeoczył, bo tego dnia było chłodno, więc inni uczniowie mieli na sobie długie spodnie. – Już następnego dnia przestał być anonimowy
– relacjonuje Nina. Szkolne akademie to w ogóle dobre miejsce i czas na autopromocję. „Nie ukrywam, że wnoszenie sztandaru jest okazją dla mnie i moich znajomych, żeby się pokazać” – pisze koleżanka Niny na jej blogu „filozofka”.
Hanka wyjaśnia to tak: – Jak jesteś popularny, czujesz się jak ktoś. Masz siłę. A jak już dostrzega cię klasa, to nauczyciele też cię widzą. Na przykład taki Tomek. Świetny z matmy, a po wakacjach przybyło mu mięśni. Do tego matka funduje mu wszystko. Jak zrobił imprezę, cała szkoła chciała przyjść. Był taki tłum, że aż straż miejska przyjechała. A rano nie musiał nawet prosić, żeby ktoś mu pomógł w wynoszeniu butelek i odkurzaniu zadeptanej kuchni. Ma kilku kolegów, którzy są na każde skinienie. – O dziewczynach to już nie wspomnę – Hanka przewraca oczami. – Cała galaktyka skupia się wokół gwiazdy.
Maja Gawrońska

A poza tym jak mowa o szkole to zapraszam też na zaprzyjaźnionego bloga Moje Liceum, który ostatnio przeżywa trudności w związku z działalnością administratorów Wordpresa!

Brak odpowiedzi to “Szkolne celebritis”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: