Mała dziewczynka w wielkim świecie
Mój prywatny osobisty blog

Czy do seksu potrzebna jest miłość?

Czy do seksu potrzebna jest miłość?
Pół wieku temu – przynajmniej oficjalnie – by pójść do łóżka, wymagany był ślub. Dziś wiele Polek przyznaje, że zbędne bywa nawet… uczucie. Na naszych łamach po raz pierwszy pytamy otwarcie: czym dla nas jest ten najbardziej intymny z aktów?

Czy aby pójść do łóżka, trzeba się zakochać? Jeszcze niedawno każda z nas pewnie powiedziałaby: tak! Seks sauté to gimnastyka. Nierząd! Dziś jednak wiele odpowiada inaczej. Nie tylko dlatego, że dopuszczamy do głosu swoje potrzeby, ale też… stać nas na szczerość. Bardzo dziękujemy za nią naszym bohaterkom. Otwarcie opowiedziały, co tak naprawdę kieruje je do sypialni. Co najczęściej? Oczywiście miłość. Dla wielu droga do łóżka musi dodatkowo prowadzić przez ołtarz. Ale są też kobiety, dla których szał ciał to dopiero impuls do miłości, nie jej zwieńczenie. I rośnie liczba tych, które rozkosze duszy oraz ciała wybierają osobno. W końcu to dobra z różnych półek: seks ma podłoże hormonalne, może być spełniany z wieloma, nawet obcymi, osobami. Miłość, emocjonalna, kieruje się ku jednej. On bywa zaspokajany w kwadrans, ona trwa długo. Jak mawia Woody Allen: seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale ze wszystkich pustych doświadczeń to jedno z najlepszych… A jak to jest z nami?

MAŁGORZATA BUJAKOWSKA, 65 LAT,
poetka, często gra epizody w polskich filmach

ZAWSZE TYLKO Z MĘŻEM!

Do dobrego seksu miłość jest niezbędna. Byle jaki, mechaniczny, z pewnością się bez niej obędzie. Ale czy o to chodzi? – pyta Małgorzata Bujakowska, poetka. – Na szczęście ja zawsze miałam – i mam! – tylko dobry seks. Na dodatek od czterdziestu lat z tym samym partnerem – własnym mężem. On był moim pierwszym i jedynym kochankiem – podkreśla. Poznała go, gdy miała szesnaście lat, on był dwa lata starszy. Doczekali jej pełnoletności i wzięli ślub. – Nie żałuję, że nie próbowałam z innymi mężczyznami. Nie było mi to potrzebne. Kto kocha naprawdę, nie jest zdolny do zdrady – uważa. – Z wiekiem „te sprawy” wcale mi nie spowszedniały. Lubię je, mam wielką potrzebę czułości, a gdzie jest czulej niż w łóżku? Nasz małżeński seks zawsze płynął z serca. Nigdy nie potrzebowaliśmy wspomagaczy: erotycznych gadżetów czy viagry. Wystarczył nam zapach ciała, dotyk i ta niezwykła czułość, która może zdarzyć się tylko, gdy jest miłość. Wtedy – jak w moim wierszu – „dwie dusze wibrują jednym rytmem”.

ANNA PALICKA, 29 lat,
pracuje w branży motoryzacyjnej
ODDAM SIĘ DOPIERO PO ŚLUBIE!

– Boję się, że ktoś weźmie mnie za dziwadło. Dziś seks wylewa się zewsząd, a tu nagle pojawia się taka „święta”. Ufam, że będę dobrze zrozumiana – mówi Ania.

Młoda, śliczna i od kilku lat… wstrzęmięźliwa. Dziewica? – Nie. To skomplikowane – śmieje się Ania. Nie wyobraża sobie bliskości fizycznej z mężczyzną, z którym nie łączy jej głębokie porozumienie i prawdziwe uczucie. – Ten dowód miłości można złożyć tylko wtedy, gdy wcześniej ofiarowuje się serce. Mnie taki cud zdarzył się trzy razy – mówi. – Miałam szczęście, ponieważ spotykałam mężczyzn, którzy myśleli tak samo jak ja. Dopiero gdy poczuliśmy, że nasze serca biją zgodnym rytmem, a był to zwykle jakiś proces, decydowaliśmy się na bliskość dusz i ciał – zapewnia. Wszystkie jej związki były poważne, z planami małżeńskimi. W ramach przygotowań do ślubu, często rozmawiała z księżmi. Temat? Co złego w tym, że ludzie, którzy planują poważnie swoją przyszłość, chcą także bliskości fizycznej? Podczas tych dyskusji została zmotywowana, aby trwać w zasadach. Powoli dojrzewała do decyzji o przemianie. Natchnienie i siła przyszły kilka lat temu, podczas rekolekcji wielkopostnych. – Poczułam wtedy, że Bóg poprzez miłość, którą wlał w moje serce, zaprasza mnie do trwania w czystości przedmałżeńskiej. Po co? By zbudować związek, który nie rozpadnie się z powodu drobnego kryzysu – mówi Ania. Gdy potem spotkała mężczyznę i go pokochała, powiedziała mu o swoich zasadach. Nie uciekł! Trwają oboje w czystości. – Nie chcę sprawiać wrażenia, że odmawianie sobie cielesnej przyjemności to pestka. Jesteśmy ludźmi, często mamy ochotę ulec pokusie – wyznaje. – Wtedy pomaga nam modlitwa. Bez niej byśmy nie wytrwali.

KATARZYNA JOŃSKA, 27 lat, ekonomistka

LICZY SIĘ CZUŁOŚĆ, NIE TECHNIKA

Sześć miesięcy temu Kasia i jej mąż Ireneusz zostali szczęśliwymi rodzicami małej Mai. W ciąży Kasia czuła się świetnie i za jakiś czas planuje ten stan powtórzyć!

Kiedy mogę wyskoczyć z wózka inwalidzkiego do łóżka? – pyta z humorem Kasia, sparaliżowana od 15. roku życia (po wypadku samochodowym). – Tylko gdy kocham i jestem kochana. Wtedy znika wstyd, że mam niewładne nogi, co erotycznym wabikiem przecież nie jest – ironizuje. Kasia swój pierwszy raz przeżyła 3 lata po wypadku. Z mężczyzną zdrowym. Poznała go podczas swego turnusu rehabilitacyjnego. Coś między nimi zaiskrzyło. – Bałam się tego zbliżenia. Czy będę w stanie odczuwać rozkosz? Jak on na mnie zareaguje? Wcześniej długo rozmawialiśmy, żeby uniknąć zaskoczenia. Efekt? Poszło nam bardzo dobrze! Odetchnęłam z ulgą, że pod tym względem wszystko ze mną OK – wspomina. Ale dopiero z mężem, który też jest na wózku (zachował jednak czucie w nogach, może sam zrobić kilka kroków), poznała, co znaczy szał ciał. – Nasz pierwszy małżeński raz ograniczył się do czułych pieszczot, oswajania swego ciała. Dopiero potem przeszliśmy do „konkretów”, które okazały się bardzo przyjemne – zapewnia. – Wszyscy się dziwią, jak my to robimy. Normalnie! – uśmiecha się Kasia. – Owszem, są ograniczenia. Ja na przykład nie mogę kołysać biodrami, a pozycja „na pieska” nie dla nas, ale klasyczna jest świetna. Zwłaszcza że mąż lubi dominować, co mnie bardzo cieszy. Jaką jestem kochanką? Mąż twierdzi, że żadna zdrowa kobieta nie dała mu tyle rozkoszy, co ja. Wniosek? Nie technika się liczy, lecz miłość!

ALEKSANDRA TEKOLSKA,
23 lata, kelnerka
SEKS PODNOSI MÓJ POZIOM KOBIECOŚCI

Całe to gadanie o miłości to jedna wielka bujda. Mnie ona do niczego nie jest potrzebna, a już zwłaszcza do seksu. Niby co ona ma z nim wspólnego? – pyta zadziornie Ola, atrakcyjna singielka z Warszawy. – W łóżku wystarczy mi pożądanie i ta cudowna chemia między mną a facetem – wyznaje szczerze. Wszystkie związki Oli zawsze zaczynały się od seksu, a dopiero potem rozkwitało (lub nie) uczucie. – Jeśli nam nie wychodziło w łóżku, nie brnęłam w to dalej. Życie ma być przyjemne. Poza tym nie lubię ograniczać swej wolności i niechętnie się angażuję. Wolę trzymać panów na emocjonalny dystans – przyznaje. – Gdy w moim polu rażenia znajdzie się mężczyzna, na którego widok miękną mi nogi, jestem gotowa go uwieść. Choćby miał obrączkę na palcu. W końcu to on zdradza, a nie ja. Sama też jestem w stanie wybaczyć partnerowi skok w bok, jeśli kierowała nim „potrzeba”. Co innego, gdyby się zakochał. Tego bym za nic nie zniosła – oświadcza. Kiedyś przeżyła to na własnej skórze. Jej ówczesny chłopak przyznał się do zdrady. Zapytała: „Czy to był tylko seks?”. – Nie umiał odpowiedzieć, dlatego się z nim rozstałam. Czułam, że ta dziewczyna skradła mi nie tylko jego ciało, ale także serce – wspomina. Nie ukrywa i nigdy nie ukrywała, że uwielbia seks. – Kiedy dopada mnie smutek, a stresy w pracy przygniatają do ziemi, oddaję się w ręce mężczyzny – mówi Ola. – Wraz z orgazmem przychodzi błogie odprężenie ciała i umysłu. Poza tym seks cudownie podnosi mój „poziom kobiecości”. Po udanej nocy czuję się stuprocentową kobietą. Gdybym nią nie była, nikt by mnie nie pożądał. Na szczęście mężczyźni nie mogą oderwać ode mnie oczu ani rąk, więc czuję się jak gwiazda.

DAREK, 36 lat, pracownik naukowy

UPRAWIAM SEKS, BO MUSZĘ

Nie zgadza się na zdjęcie ani na spotkanie. – W grę wchodzi tylko anonimowa rozmowa telefoniczna – zaznacza. W słuchawce słyszę jego sympatyczny głos. – Jestem uzależniony od seksu. Dlaczego? Kiedyś nie miałem pojęcia, teraz wreszcie to wiem. W dzieciństwie nie byłem kochany. Matka karała mnie emocjonalnym chłodem, potrafiła za karę nie odzywać się do mnie przez kilka dni. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić – przyznaje Darek, mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego problemy zaczęły się dwadzieścia pięć lat temu, od masturbacji, potem pojawiła się fascynacja pornografią. Żądał od żony częstych i wymyślnych zbliżeń. Nie mógł znieść, jeśli tego nie dostawał. Zaczęły się skoki w bok (żona do dzisiaj nie wie). – Przyznałem się jej tyl-ko do masturbacji i oglądania pornografii. Płakała, pytała, czy ją zdradzam. Skłamałem, że nie. Rodzina jest dla mnie oparciem, nie mogę jej stracić – mówi. Jaka jest prawda? Darek nawet nie wie, ile kobiet już zaliczył. Za wszelką cenę i z byle kim dąży do odbycia stosunku. – Korzystam z płatnego seksu: odwiedzam agencje towarzyskie, zaliczam przydrożne prostytutki – przyznaje. Gdy dopada go głód, nic się nie liczy. Musi go za wszelką cenę zaspokoić. – Niektórzy onanizują się w biurowej toalecie albo szukają chętnych na numerek w bramach, knajpach. Też miałem swoje dno. Kiedyś pojechałem z dziećmi do miasta. Zostawiłem je w aucie na parkingu i wybrałem się do agencji. Zatrzymałem się przed drzwiami i resztkami woli powstrzymałem przed wejściem – wspomina. Wtedy zrozumiał, że nie chce już tak dalej żyć. Postanowił się leczyć. Korzysta z pomocy psychologa, chodzi na mitingi prowadzone przez Anonimowych Uzależnionych od Seksu (www.slaa.pl). O czym marzy? – By przejść od nałogu do miłości, kochać się bez przymusu – mówi z nadzieją w głosie.

ANETA PODYMIAK,
24 lata, ekonomistka, mama małej Laury

MUSIAŁAM MIEĆ DZIECKO

– Co oprócz instynku macierzyńskiego tłumaczy moją desperację? Mam chore nerki, w przyszłości czeka mnie przeszczep. Nie mogłam dłużej odwlekać decyzji o zajściu w ciążę – mówi Aneta.

Świat Anety kręci się teraz wokół ponadrocznej Laury. Wymarzonej, upragnionej, o imieniu, które młoda mama wybrała, jeszcze gdy była nastolatką. – W domu mojej babci wisiał obrazek ze świętą Laurą. Lubiłam na niego patrzeć. Postanowiłam, że gdy kiedyś będę miała córkę, dam jej tak na imię – opowiada Aneta, szczęśliwa mama. Właśnie wyszła ze swoim skarbem na spacer. Skarb śpi słodko w wózku, a my rozmawiamy (na życzenie Anety – przyciszonym głosem). Troskliwa mama wyłączyła nawet komórkę, żeby niczym nie zakłócać snu córeczki. Ona jest najważniejsza! Pomyśleć, że Aneta o mały włos nie zaznałaby smaku macierzyństwa. Jakiś czas była związana z mężczyzną, który nie chciał mieć dzieci. Wszystkie rozmowy na ten temat ucinał krótkim: „Nie sztuka zrobić dziecko, sztuka je wychować”. – Znosiłam to, ale w końcu nie wytrzymałam. Zerwałam z nim, bo jak długo można tłumić w sobie instynkt macierzyński? Zaglądałam do wózków, na wystawach oglądałam śpioszki. To zaczynało być niebezpieczne – nie ukrywa młoda mama. Trzy miesiące po rozstaniu Aneta spotkała interesującego chłopaka. Kandydata na ojca? – Dokładnie – potwierdza. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, nie czekać, aż on dojrzeje do decyzji o ojcostwie. Czy to w porządku? – Bez przesady. Cel uświęca środki – mówi Aneta. Kochała się bez zabezpieczenia, odstawiła tabletki antykoncepcyjne. Odkryła, że ten nastawiony na cel seks jest bardzo podniecający. – Szał trwał cztery miesiące. W końcu kupiłam test. Bingo! – opowiada. – A mój chłopak? Myślałam, że się wścieknie, gdy dowie się o ciąży. A on się ucieszył! Tak bardzo, że planuje ślub. Laura będzie na nim najważniejszym gościem!

EWELINA, 45 lat, agent ubezpieczeniowy

CHCIAŁAM GO ZATRZYMAĆ

Po obrączce na palcu został tylko ślad. Ewelina, brunetka z włosami spiętymi w kok, zdjęła ją z palca miesiąc temu, tuż po rozwodzie. – Nie chciałam rozstania, ale teraz się cieszę – opowiada. Gdy odkryła, że mąż ją zdradza (z koleżanką z firmy), chciała mu wystawić walizki. Ale bała się samotności (nie mieli dzieci), powrotu z pracy do pustego mieszkania. Zdecydowała się zawalczyć o swój związek. Jednym z narzędzi miał być seks. Ewelina nigdy nie była gorącą kochanką, a mąż zawsze miał temperament. Postanowiła dać mu to, czego mu brakowało. Codziennie zachęcała go do igraszek, choć wcale nie miała na nie ochoty. – Czułam do niego wstręt, przecież mnie zranił. Zbliżenia sprawiały mi psychiczny ból, udawałam orgazmy. Czułam się jak szmata, jakbym sama siebie gwałciła. Z jego strony też nie było już namiętności, której kiedyś zaznałam. Uczucie się wypaliło, została żałosna technika – wyznaje. Ile wytrzymała? – Pół roku. Przerwałam tę grę, bo byłam bliska obłędu. Przegrałam. A może wygrałam? – zastanawia się. – Ocaliłam szacunek do siebie.

IZABELA NIEDEK, 35 lat, konsultantka telefoniczna
TO ŚWIETNY SPOSÓB NA EKSCYTUJĄCE DOZNANIA

-Gdybym była lekarzem, każdej kobiecie przepisywałabym seks na receptę. To najlepsza życiowa witamina. Mój chłopak z dziką rozkoszą połykałby ją nawet dwa razy dziennie. Pilnuję, żeby nie przedawkował – śmieje się Iza.
Aktualny partner Izabeli ma 20 lat (co oczywiście budzi zgorszenie sąsiadów tej pary) oraz ognisty temperament. – Czasem mu przypominam, że jestem już starszą panią i powinien mnie oszczędzać, bo długo nie zniosę takiego tempa – śmieje się Iza, brunetka o figlarnym spojrzeniu. Widać, że jest szczęśliwa, zaspokojona. Chętnie opowie o swoim seksie, nigdy nie była pruderyjna. – Zanim skończyłam trzydziestkę, dużo eksperymentowałam. Odkrywałam swoją seksualność. Nie stroniłam od nieznajomych na jedną noc. Trzymałam przy łóżku „Sztukę kochania” i wypróbowywałam te wszystkie wygibasy. Właściwie nie miałam żadnych zahamowań. Lubiłam, gdy mój kochanek robił mi zdjęcia albo filmował nasze igraszki. Traktowałam seks jako sposób na superdoznania – opowiada. Z jednym ze swych partnerów poszła jeszcze dalej: zaprosiła do alkowy „dodatkową” kobietę. – Już nie pamiętam, kto z nas wpadł na ten pomysł. Chodziło o ożywienie naszych erotycznych zmysłów – opowiada. Wybrała do tego zadania swoją dobrą znajomą. – Wiedziałam, że będzie dyskretna i co najważniejsze: nie odbije mi faceta – tłumaczy. Dziewczyny przebrały się w seksowne koszulki, założyły czarne pończochy i szpilki, a następnie zasiadły ze swym rodzynkiem do kolacji. Wokół łoża płonęły świece, a z głośników sączyła się pościelowa melodia. Dalej? Szampan na rozluźnienie, taniec, striptiz (w wykonaniu pań), a potem zaczęło być gorąco. – Nieziemskie doznania – ocenia gospodyni wieczoru. Jednak jej partner przez kilka kolejnych dni był mocno zmieszany.– Zapytałam go, czy ma ochotę na powtórkę. Kategorycznie stwierdził: „Nie!”. Wcale się tym nie zmartwiłam. Przeciwnie. Właśnie takiej reakcji oczekiwałam. Gdyby była inna, to by oznaczało, że mu nie wystarczam – uważa. – Ale to już stare dzieje. Ostatnio poza uciechami fizycznymi coraz bardziej szukam czułości. Tak samo jak orgazm smakuje mi przytulenie, delikatna pieszczota. Dziwne. Starzeję się czy co? – pyta z uśmiechem.

KATARZYNA, 40 lat, tancerka baletowa w teatrze
ZROBIŁAM KARIERĘ PRZEZ ŁÓŻKO

– Moja refleksja po tym, co zrobiłam? Seks smakuje najlepiej, gdy napędza go miłość. Już nigdy więcej nie chcę go wykorzystywać do zemsty – mówi Katarzyna.
Nigdy nie sądziła, że będzie do tego zdolna. A jednak… – Poszłam do łóżka, by dostać nowe role, ale także z zemsty na swoim kochanku. Oszukał mnie i zranił. Wykorzystałam go tak jak on mnie. Efekt? Role posypały się bez stawiania się na castingi. Nigdy nie grałam tak dużo jak wtedy – opowiada Katarzyna, tancerka z Warszawy (bardzo atrakcyjna brunetka). Na naszym zdjęciu nie pokazuje twarzy. – Za dużo mam do stracenia. Poza tym nie chcę, żeby dzieci się dowiedziały – tłumaczy. Ma dwunastoletnią córkę i trzy lata starszego syna. Po rozwodzie z ich ojcem (odszedł do młodszej) związała się ze znanym reżyserem. – Pracowaliśmy w tym samym teatrze. Obserwowałam go przy pracy i zakochałam się. Był interesującym, pełnym pasji mężczyzną. Sprawiał wrażenie człowieka honorowego, z zasadami – opowiada. Delikatnie roztaczała wokół niego swój czar. Uległ mu. – Stworzyliśmy parę. Dobrze nam było i w życiu, i w łóżku. Więź podtrzymywały też wspólne plany. Chciał rzucić teatr, myślał o budowie pensjonatu. Miałam mu pomagać w jego prowadzeniu – wspomina. Niepokoiło ją, że raz w miesiącu jej ukochany znika na kilka dni (zwykle widywali się codziennie). Ale miał wytłumaczenie. Mówił, że jak każdy artysta musi tworzyć w ciszy i odosobnieniu, więc mu uwierzyła. Pewnego dnia (przypadkiem!) dowiedziała się prawdy na temat jego znikania. Okazało się, że w tym samym mieście ma drugą kobietę, prowadzi podwójne życie. – To był szok. Nie mogłam się pozbierać. Tyle lat mnie oszukiwał! Jak mogłam być taka naiwna?! Zerwałam z nim, ale serce bolało. Gdy leczyłam rany, w mojej głowie zalęgła się myśl: „Dam mu nauczkę”. Poprosiłam o spotkanie, prawie płacząc, wyznałam, że nie mogę bez niego żyć. Łaskawie zgodził się, żebym do niego wróciła. Chodziłam z nim do łóżka, wyczyniając śmiałe i wyuzdane rzeczy. Aż usłyszałam, że w ars amandi jestem lepsza niż ta druga. Po upojnych nocach napomykałam, że przydałaby mi się nowa rola. On załatwiał to jednym telefonem. Co czułam? Dziką satysfakcję, że niczego się nie domyślał. A ta jego mina, gdy wyłożyłam karty na stół. Zbaraniał. A potem błagał, bym go nie opuszczała. Nic z tego. Choć – przyznaje Katarzyna – czasem tęsknię za draniem.

Advertisements

Brak odpowiedzi to “Czy do seksu potrzebna jest miłość?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: