Mała dziewczynka w wielkim świecie
Mój prywatny osobisty blog

Wyszłam za mąż zaraz wracam…

Artykuł z pisma Claudia:

Wyszłam za mąż zaraz wracam…
Wielka, romantyczna miłość, uroczysty (i kosztowny) ślub, a niedługo potem – koniec bajki. I początek rodzinnego skandalu. Coraz więcej par, również w Polsce, „decyzję na całe życie” anuluje już kilka miesięcy później. Czemu tak się dzieje? Łatwo przyszło, łatwo poszło?

Najsłynniejsza ślubna formułka „i nie opuszczę cię aż do śmierci” to coraz częściej tylko efektowna fraza. Jest jak zaklęcie, które jednak – niestety – nie czaruje rzeczywistości. Z roku na rok przekonuje się o tym coraz więcej par pragnących się rozejść, gdy tylko wyparowuje z nich zakochanie (to chemia, mówią naukowcy, która średnio po trzech latach słabnie). Fakt zawarcia ślubu, obwieszczenia światu dozgonnej miłości nie jest już dzisiaj czynnikiem wiążącym. A uwaga św. Augustyna, że miłość to wola (decyzja!), też trąci myszką. Jak zauważa psycholog Violetta Nowacka, która m.in. prowadzi terapię par, dziś buntujemy się przeciw dawnym wartościom, nakazom, że „tak wypada”. Tworzymy własne zasady damsko-męskiego świata, bo zmienił się i on sam. Poszerzyły się możliwości szukania oraz znajdowania nowych partnerów (np. przez internet), kobiety dostały przyzwolenie na wykazywanie inicjatywy w stosunku do mężczyzn. Żyje się raz! A rozczarowanie po ślubie nie jest wcale zjawiskiem nowym, dodaje Nowacka. Dawniej po prostu nie było przyzwolenia społecznego na rozwody, jak dziś, więc ludzie trwali w nieudanych związkach. Teraz się rozstają. I już. I na razie nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. …

…rozstanie po 3 miesiącach
Patrycja Marczuk poślubiła maminsynka

Wierzę w bajki, ale nie w to, że można zmienić dorosłego człowieka. Lepiej odejść, niż bezsensownie się łudzić, że może być inaczej.

W szafie wisiała jeszcze ślubna suknia, a wiązanka panny młodej nawet nie zdążyła zasuszyć się w lipcowym słońcu, gdy wśród znajomych i rodziny nowożeńców gruchnęła wieść: „Młodzi się rozstają”. To była sensacja, bo minęły zaledwie trzy miesiące od ślubu. Wszyscy mieli jeszcze w pamięci żar, z jakim Patrycja i Michał składali sobie przysięgę. A po wyjściu z kościoła byli tacy szczęśliwi! – Faktycznie tak było, ale szybko się skończyło – przyznaje Patrycja. Ma 27 lat, pracuje w firmie transportowej. – Wcale się nie wstydzę, że przygotowania do ślubu trwały dłużej niż moje małżeństwo. Obchodzi mnie tylko to, żeby się nie męczyć. A ten związek szybko zaczął mnie uwierać – opowiada. – Już kilka dni po ślubie wyrwał mnie ze snu dzwonek do drzwi. To była moja teściowa. Wpadła jak burza i zaczęła się miotać po naszym mieszkaniu. Usłyszałam: „Moja droga, dosyć tego lenistwa, dobra żona musi dbać o męża. A co to, lodówka całkiem pusta? Nieładnie…” – strofowała mnie. Okazało się, że to był tylko niewinny wstęp. Teściowa wkroczyła na dobre w życie młodych. Gdy pojechali na tydzień za granicę, postanowiła zrobić porządki w ich mieszkaniu. – Po powrocie czekała na nas z obiadem. Pomyślałam: miły gest. Ale już po chwili straciłam humor i apetyt. Mamusia otworzyła szafę i głosem nieznoszącym sprzeciwu oznajmiła mi: „Na tej półce układaj swetry, tutaj koszule, a skarpety wkładaj jedną w drugą”. Podobnej instrukcji wysłuchałam przy lodówce: „Widzę, że nawet nie wiesz, gdzie powinno leżeć masło”. Zrozumiałam, co naprawdę chce mi powiedzieć: że absolutnie nie jestem godna jej ukochanego jedynaka. Poczułam się jak śmieć. A już zupełnie dobiła mnie reakcja męża. Zamiast stanąć w mojej obronie, po prostu milczał, czyli jak zwykle zgadzał się z mamusią – ubolewa Patrycja. Od tej pory teściowa stała się w ich małżeństwie numerem jeden. – Wiedziała o nas wszystko, bo Michał codziennie zdawał jej sprawozdania. Był pod jej wpływem. Przykład? Podjęliśmy jakąś decyzję, a potem mąż jechał do mamy i po powrocie zmieniał zdanie. Miałam wrażenie, że wzięłam ślub z teściową! – oburza się. Walczyła, by to zmienić? – Oczywiście, że tak. Tłumaczyłam, że to nasze życie, prosiłam, by w końcu dorósł i odciął pępowinę. Nawet groziłam, że odejdę. Tylko wzruszał ramionami – zapewnia. Już po miesiącu ich małżeństwo stało się fikcją. – Michał większość czasu spędzał u matki. Jadł u niej obiady, bo nie gotowałam tak dobrze jak ona. Ponoć zapuściłam jego kołnierzyki, więc do mamy woził koszule do prania. A wkrótce spędzał u niej noce, bo rzekomo niedomagała. Niech ktoś powie, po co mi taki facet? Któregoś dnia wystawiłam mu walizki za drzwi. Powiedziałam, żeby wracał do mamusi – opowiada. – Moi rodzice próbowali nas jeszcze godzić, ale ja już wiedziałam, że nie chcę z tym człowiekiem spędzić ani jednego dnia dłużej.
Rozstanie? Cóż, chyba każdy bierze je pod uwagę, gdy się z kimś wiąże. Poza tym po to są rozwody, by z nich korzystać. Bardzo dobrze, że istnieje taka furtka.

… rozstanie po 6 miesiącach
Przyznaję, to moja wina. Myślałam, że kocham męża. Ale czy to była miłość, skoro tak łatwo zauroczył mnie inny?
Mariola,
odeszła od męża, bo pokochała innego

Spodnie w panterkę, top podkreślający figurę, w uszach długie kolczyki. Mariola ma 29 lat, pracuje w warszawskiej agencji reklamowej. Zapala papierosa i opowiada: – Pół roku po ślubie zostałam rozwódką. To była dobra decyzja. Nie godzę się na letnie uczucia. Koniec miłosnego żaru to koniec związku – twierdzi. Oczywiście, gdy od pierwszego wejrzenia zakochała się w Piotrze, swoim byłym mężu, wierzyła, że spędzi z nim życie. Wzięli ślub po roku znajomości. Tuż po nim Mariola zmieniła pracę. Trafiła do firmy, w której trzeba było się wykazać. Pracowała po kilkanaście godzin. Wkrótce do jej zespołu dołączył Marcin. Inteligentny, przystojny, z głową pełną pomysłów. Razem pracowali nad nowymi projektami, wspólnie cieszyli się z sukcesów. I coś między nimi zaiskrzyło. – Nagle uświadomiłam sobie, że mężczyzna, który codziennie czeka na mnie w domu, to leniuch bez ambicji i celu w życiu. Wracałam do pracy i widziałam Marcina – cudowne przeciwieństwo mojego męża. Po prostu zakochałam się w nim – przyznaje. Co było dalej? Wyjechała z Marcinem w delegację, spędzili ze sobą noc, potem kolejne. – Po powrocie do domu spakowałam walizki, wyprowadziłam się. Doszłam do wniosku, że moja decyzja o ślubie z Piotrem była zbyt pochopna. Nie kochałam go. Uświadomiłam to sobie, gdy poznałam Marcina – opowiada. Otwarcie powiedziała mężowi o romansie, zaproponowała rozwód. – Był wściekły, ale po kilku tygodniach zgodził się – mówi. – Jestem szczęśliwa z Marcinem. Założyliśmy firmę, planujemy dziecko. O ślubie nie myślę. Boję się, że może wszystko zepsuć…

… rozstanie po 6 miesiącach
Nie wiem, czego się spodziewałam. Że będę szczęśliwsza? Nie byłam…
Anna: dotarło do mnie, że się pomyliłam

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska pisała o swoim pierwszym mężu, że życie z nim jest tak nudne, że krew staje się wodą, a dni podobne do siebie. Zrozumiałam ją tuż po swoim ślubie – opowiada Ania, 26-letnia dziennikarka. Dziś już rozwódka. – Z Pawłem poznaliśmy się na studiach, szybko staliśmy się parą. Po obronie pracy magisterskiej jego rodzice kupili mu mieszkanie i Paweł mi się oświadczył. Byłam tym podekscytowana – przyznaje Anna. – Koleżanki gratulowały, że trafił mi się taki poważny facet, a ja wyobrażałam sobie, że magia nowych ról, męża i żony, wyniesie nas na orbitę jeszcze piękniejszych wrażeń. Nic z tego! Minęła euforia, przyszło zwykłe życie, wieczory przy komputerach i kłótnie, które z nas miało zrobić zakupy. Pamiętam, jak dotarło do mnie, że Paweł to pomyłka, ja go nie chcę. Wyprowadziłam się. W mojej rodzinie kobiety szybko podejmują decyzje. I mama, i babcia też zaczynały wszystko od nowa.

…rozstanie po 8 miesiącach
Magda Rzesiowska jej matka też się rozwiodła
Dopiero po 3 latach pozbierałam się po falstarcie w dorosłe życie. Teraz próbuję ułożyć je na nowo. Poznałam wspaniałego człowieka. Czuję, że to ten odpowiedni.

Wyszła za mąż, gdy miała zaledwie 20 lat. Krzysztof był starszy o 5 lat. – Nawet nie musiał się o mnie szczególnie starać. Miałam taki głód miłości, że byłam jak ćma lecąca do światła. A on dawał mi to, czego pragnęłam: czułość, troskę – opowiada Magda. Ma 27 lat, mieszka w Łodzi, pracuje w salonie samochodowym. – Mama mnie ostrzegała, że wyczuwa w Krzysztofie fałsz, ale nie słuchałam jej. Dałabym sobie rękę uciąć za niego. Ale byłam głupia – przyznaje. Dziś zrozumiała, że nawet ich ślub był farsą: odbył się w kościele, który był jeszcze w budowie. – W długiej sukni przedzierałam się między rusztowaniami. Paranoja – opowiada. Pierwsze miesiące wspólnego życia spędzili osobno. Krzysztof dostał wezwanie do wojska, więc Magda została u mamy. Gdy mąż przyjeżdżał na przepustki (otrzymywał je na każdy weekend), młoda żona pakowała do torby nocną koszulę i jechała do mieszkania męża, które dzielił z matką oraz bratem. W poniedziałek znów wracała do mamy. – To był chory układ – ocenia. – Myślałam, że będę adorowana, kochana. Tymczasem mój mąż przestał mnie zauważać. Stałam się dla niego powietrzem. Nie mogłam z nim złapać emocjonalnego kontaktu. Zupełnie obcy człowiek! – opowiada Magda. Po powrocie z wojska stracił pracę, więc godzinami siedział przed komputerem. Przypominał sobie o mnie tylko wtedy, gdy chciał coś zjeść albo miał ochotę na seks. W ciągu dnia słyszałam tylko dwa zdania: „Jestem głodny” lub „Chodź do łóżka” – wspomina. Kiedyś się zatruła: gorączka, wymioty. Jak nieżywa leżała w łóżku. Krzysztof nawet do niej nie zajrzał. – To był koniec – opowiada Magda. Rozwiodła się, tak jak kiedyś jej mama. – Ktoś powie, że poszłam w jej ślady. Przeciwnie! Moja dzielna mama przez szesnaście lat bała się odejść. Wszyscy jej wmawiali, że sama sobie nie poradzi. Nie chciałam powtarzać jej historii. Nie wierzę, że cierpienie uszlachetnia. Wolę inny wariant: każdy ma prawo się mylić, a potem znów szukać szczęścia.

NASZ EKSPERT RADZI
Violetta Nowacka
psycholog, http://www.self-psychologia.pl
Jak uniknąć rozczarowania po ślubie?
❚ Trzeba znać swoje potrzeby i nie dobierać partnera na zasadzie aktualnych deficytów emocjonalnych („Chcę być kochana, a on okazuje uczucie”). Często wybieramy go na podstawie powierzchownej oceny. Szukając kogoś na życie, powinniśmy używać klucza, nie wytrycha! Poza tym dziś promowany jest egoizm, nastawienie na „ja”, przez które walczymy z partnerem, a nie o niego. I wierzymy, że za zakrętem czeka nowa miłość. Pytajmy siebie: czego oczekujemy od partnera? I rozmawiajmy o tym! Negocjujmy. A gdy pojawią się pierwsze oznaki rozczarowania sobą, namawiam na terapię małżeńską. ❚

… rozstanie po 12 miesiącach
Mój błąd? Poszłam do ołtarza z kimś, kogo znałam zbyt mało. Dopiero po ślubie wyszło szydło z worka.
Katarzyna, poślubiła gwałciciela

Czy jestem gotowa na nowy związek? Wciąż jeszcze nie – przyznaje Katarzyna, grafik. Ma 24 lata, ślicznego syna i nadzieję, że kiedyś jednak ułoży sobie życie. Ale na razie wciąż mieszka z rodzicami, to oni są jej największym wsparciem. – Wspaniali ludzie. W naszej rodzinie nigdy nie było rozwodów. Bałam się, jak zareagują na to, że zaledwie rok od ślubu chcę złożyć pozew. A oni ze spokojem stwierdzili: „Dziecko, nie zwlekaj, ratuj siebie”. To mi dodało sił do podjęcia decyzji – opowiada. Jej historia jest wstrząsająca. Bogdana, swego przyszłego męża, poznała, gdy miała 22 lata, on był o 3 lata starszy. Mieszkali w różnych miastach, 200 kilometrów od siebie. Widywali się najwyżej raz w miesiącu. – Myślałam, że to wystarczy, by poznać człowieka. Myliłam się. Jaki naprawdę jest, przekonałam się, gdy zamieszkaliśmy razem – opowiada. Ich pierwsza wspólną noc była cudowna. – Nie przypuszczałam, że seks stanie się koszmarem – wyznaje. Gdy brała ślub, była już w ciąży. Źle ją znosiła, lekarz kazał jej się oszczędzać. – Męża nie obchodziło moje samopoczucie. Co noc domagał się seksu. Twierdził, że losy naszego małżeństwa zależą wyłącznie od udanego „pożycia”. Mówiłam, że nie mam ochoty, bo z brzuchem nie czuję się powabna. Wtedy nie odzywał się przez tydzień albo wychodził na piwo i wracał po dwóch dniach. Bałam się, że go stracę, więc ulegałam. A po fakcie zamykałam się w łazience, płakałam – wyznaje. Po porodzie nic się nie zmieniło: Bogdan dbał o żonę w dzień, a w nocy okazywał jej swą „miłość”: wymuszał zbliżenia, po prostu ją gwałcił. – Powtarzał, że jest zdrowym facetem i potrzebuje seksu. Nieraz ze strachu przed nim uciekałam do pokoju dziecka. Ale siłą zaciągał mnie do sypialni. W końcu, choć zaczęłam czuć do niego wstręt, przestałam się bronić – wzdycha. Nikomu nie mówiła, co przeżywa, wstydziła się. – Coś we mnie pękło, gdy kazał mi oglądać filmy pornograficzne i robić to, co te aktorki. Wtedy powiedziałam: „Dość”. Zabrałam dziecko i wróciłam do rodziców – opowiada. Teraz, rok od rozstania, wciąż dochodzi do siebie. – Żałuję, że ofiarowałam miłość człowiekowi, którego wcale nie znałam. Zapłaciłam wysoką cenę.

… rozstanie po 18 miesiącach
Aneta Gryś uciekła od damskiego boksera

Tak samo jak męża tyrana, Aneta bała się tego, co ją czeka po rozwodzie. Nie wierzyła, że sama poradzi sobie z dwójką małych dzieci. Przyznaje, że pierwsze miesiące po rozstaniu przetrwała dzięki pomocy rodziców.

Nasz związek trwał półtora roku. Krótko? O półtora roku za długo. Powinnam była odejść, gdy pierwszy raz podniósł na mnie rękę – przyznaje Aneta, wychowawczyni przedszkolna, mama dwójki dzieci. Wraca pamięcią do czasów, gdy miała dziewiętnaście lat. – Wszystkie koleżanki miały już narzeczonych, a ja nie. Gdy w dyskotece poznałam Roberta, myślałam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Imponowało mi, że jest przystojny i na dodatek pracuje we Francji – mówi. Byli już po zaręczynach, gdy pojechała do niego do Paryża. Poszli na kolację. Robert zaprosił też kolegę, z którym wspólnie pracował na budowie. – Ale już po kilkunastu minutach kolegę wyrzucił z knajpy, a ja dostałam w twarz. Stwierdził, że wyzywająco się uśmiechałam. Nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień. Przepłakałam wtedy całą noc – wspomina. Dzień później Robert przyniósł jej kwiaty, przepraszał, że go poniosło, bo kocha i jest zazdrosny. – Wybaczyłam mu – zaznacza. Wkrótce się okazało, że to zaledwie przedsmak tego, co niebawem czekało młodą żonę. – Gdy urodził się nasz pierwszy syn, mąż wrócił z zagranicy, ale nie mógł znaleźć pracy. Tym sobie tłumaczyłam jego frustrację, skłonność do zaczepki – wyjaśnia. – Ale potem, gdy już miał etat, nic się nie zmieniło. Było nawet gorzej. Robert stał się agresywny. Wpędzał mnie w poczucie winy. Twierdził, że to przeze mnie jest taki nerwowy. Wszystko było nie tak: niesmaczny obiad, źle posprzątany dom, płacz dziecka. Atak furii wywoływało niewinne pytanie, np. czy pamięta o imieninach mojego ojca. Tak mnie wtedy pobił, że na kilka dni straciłam słuch. Nawet wówczas nie potrafiłam wyrwać się z tego piekła, byłam jak zaszczute zwierzę. Zamiast działać, godzinami kiwałam się na krześle – dziś wspomina to ze wstydem. Otrząsnęła się dopiero, gdy agresja męża dotknęła także dzieci. – Siedzieliśmy przy kuchennym stole. Synek niechcący strącił ojcu z talerza jajko. Dostał w twarz, jak kiedyś ja w Paryżu – mówi. Gdy Robert wyszedł do pracy, uciekła do rodziców. – Dziś jestem dumna, że odeszłam. Działam w fundacji, która pomaga maltretowanym kobietom. Radzę im: „Powiedz stop. Jeżeli tego nie zrobisz, dajesz sprawcy przyzwolenie”.

Długo leczyła rany po krótkim, ale fatalnym związku. Dopiero wielomiesięczna terapia w grupie dla ofiar przemocy w rodzinie pomogła jej wyjść na prostą.

… rozstanie po 24 miesiącach
Jolanta Chelewska jej mąż był alkoholikiem

Po rozwodzie Jola poczuła wielką ulgę. Dziś ma nowego partnera. Czuje się przy nim bezpiecznie.
Nie mam żadnej pamiątki ze ślubu. Nawet jednego zdjęcia. Wszystkie zabrał mój były mąż. Pozostały mi tylko wspomnienia, niestety, same złe – opowiada Jola Chelewska, fryzjerka spod Warszawy. Wyszła za mąż młodo, bo chciała szybko się usamodzielnić. – Miałam 19 lat i marzyłam, by wyzwolić się spod skrzydeł apodyktycznej matki. Wydawało mi się, że gdy założę własną rodzinę, wreszcie potraktuje mnie jak partnerkę – tłumaczy. Adama, przyszłego męża, widywała od lat, mieszkali niedaleko siebie. – Przystojniak, zawsze mi się podobał. Ale mojej mamie oczywiście nie. Twierdziła, że to nie jest kandydat dla mnie, bo lubi przesiadywać z kolegami na piwie. Broniłam go. Przecież jest młody i wolny, musi się wyszumieć. Po ślubie na pewno się zmieni. Ja go zmienię! Wierzyłam w to – zapewnia. Szybko zdecydowali, że chcą spędzić ze sobą życie. W marcu zaczęli się spotykać, a już we wrześniu Jola założyła białą suknię. Nie powstrzymała jej przed tym nawet nieugięta postawa matki: nie przyszła na uroczystość, a wcześniej nie udzieliła młodej parze tradycyjnego błogosławieństwa. – Uprzedziła mnie o tym, mając nadzieję, że się wycofam. Jednak byłam tak zaślepiona miłością, że nic do mnie nie docierało – relacjonuje Jola. Przyjęcie weselne w całości sfinansowali teściowie. – Było miło, dopóki Adam nie zaczął chwiać się na nogach i po północy trzeba go było odwieźć do domu. Goście byli skonsternowani, a ja zawstydzona i przerażona. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, czy na pewno dobrze zrobiłam – przyznaje. Po rozwodzie Jola poczuła wielką ulgę. Dziś ma nowego partnera. Czuje się przy nim bezpiecznie. Mama Joli dała za wygraną: przyjęła młodych pod swój dach. Dostali do dyspozycji parter piętrowego domu, z osobnym wejściem. – Dla mnie – wspomina Jola – zaczęło się nowe życie. Ustawiłam sobie priorytet: najważniejsza jest rodzina. Koleżanki? Raz w tygodniu. – Liczyła, że Adam też skupi się na rodzinie. Lecz on po pracy jak dawniej skręcał z kolegami na piwo. Do domu wracał wieczorem, „wężykiem”. – Prośby, by się zmienił, pomagały, ale na krótko. Obiecywał zmianę. Po tygodniu znów szedł w tango – wzdycha. Miała nadzieję, że może on się opamięta, gdy na świecie pojawi się dziecko. – Efekt? Przez miesiąc dzień w dzień świętował z kolegami narodziny córki. Nie interesowało go, że przepija wszystko, co zarobi. Nieraz musiałam pożyczać na chleb, po kolei wyprzedawałam co cenniejsze rzeczy: pierścionek zaręczynowy, a nawet nasze obrączki – opowiada ze smutkiem. W domu zaczęły się awantury, rękoczyny. – Po pracy wracałam do domu pełna niepokoju. Będzie trzeźwy czy pijany? Spokojny czy agresywny? Przyprowadzi kumpli czy ruszy w Polskę i wróci, gdy wszystko przepije? – mówi. Z każdym dniem miłość Joli zamieniała się w nienawiść. Zwłaszcza że domowy horror odbijał się na dzieciach (rok po urodzeniu pierwszej córki na świat przyszła druga). – Któregoś dnia spojrzałam na małą. Leżała cicho w łóżeczku. Trzęsły się jej rączki. I czara się przelała. Wyrzuciłam pijaka z domu – oświadcza. – Ale wciąż mam do siebie żal, że męczyłam się z nim aż dwa lata. Nie był tego wart.

… rozstanie po 25 miesiącach
Czy kiedyś ponownie wyjdę za mąż? Nie wiem. Na razie leczę rany. Ale wiem, że zasługuję na miłość.
Martyna,
partner ją zdradzał

Wciąż nie może spokojnie o tym mówić. Jeszcze się nie pozbierała. – Boję się, że do końca życia będę sama. Zbrzydnę, zgorzknieję i już nikogo nie pokocham – żali się Martyna, sekretarka w dużej firmie. Ostatnio dopadają ją wątpliwości, czy decyzja o rozwodzie była słuszna. Czy zbyt się nie pospieszyła? Może powinna dać Piotrowi jeszcze jedną szansę? Wyszła za mąż z wielkiej miłości. Dlaczego walczyła o nią zaledwie dwa lata? Przecież wiedziała, że jej mąż lubi kobiety. Nawet na weselu flirtował z jakąś druhną. – Zabolało, ale flirt to jeszcze nie grzech. Chociaż może byłam zbyt tolerancyjna i dlatego on w końcu poszedł na całość? – zastanawia się. – Nigdy nie robiłam scen zazdrości, gdy na imprezie obtańcowywał wszystkie panie. Nie buntowałam się, gdy samotnie wyjeżdżał na narty. Uważałam, że w małżeństwie potrzebny jest margines wolności – zaznacza. I nagle, w prezencie za to bezgraniczne zaufanie, dostała cios w serce. Odkryła, że Piotr ją zdradza. – W kieszeni garnituru, który oddawałam do pralni, znalazłam rachunek za hotel. A w szufladzie biurka – zdjęcie brunetki, okazało się – jego kochanki. Zawalił się cały mój świat. Jak to możliwe, skoro tak się kochaliśmy? Może jestem złą żoną? W czym zawiniłam? Piotr przyznał się do wszystkiego, przysięgał, że to już skończone. Zapewniał, że jestem najważniejsza. Wybaczyłam mu. Usłyszałam od przyjaciółki: „Głupia jesteś. Skoro zdradził raz, nigdy nie będzie wierny”. – Niestety, miała rację – mówi Martyna. – Wkrótce dowiedziałam się, że już wcześniej miewał przygody. Dwa lata żyłam w nerwach i niepewności. Wreszcie zrozumiałam, że jeśli to małżeństwo potrwa dłużej, stracę resztki szacunku do siebie. Wniosłam pozew o rozwód.

Olga, związała się z nieuczciwym człowiekiem
… rozstanie po 26 miesiącach
To była trudna decyzja. Ale dzięki niej dałam sobie szansę na szczęście. Niedawno znów wyszłam za mąż.
Gdy Olga po studiach zaliczyła wpadkę z chłopakiem, którego znała raptem kilka miesięcy, nie bała się decyzji: „Trzeba się pobrać”. – Miałam szczęśliwe dzieciństwo, a rodzice zawsze mówili do siebie „kochanie”. Naiwnie myślałam, że cały świat jest piękny. Nie znamy się? Całe życie przed nami – tłumaczy dziś Olga, nauczycielka. Rodzina pomogła młodym wystartować. Dostali dom i samochód. Andrzej, mąż Olgi, zaczął pracę w firmie teścia. Zapowiadała się sielanka. Ale szybko wszystko zaczęło się sypać. – Znajomi, którzy nas odwiedzali, następnego dnia dzwonili z pytaniem, czy nie zostawili u nas portfeli, bo im zginęły. To był pierwszy sygnał. Potem, podczas remontu domu, jeden z robotników oznajmił mi, że mój mąż ukradł mu pieniądze. Zwymyślałam go, że opowiada bzdury. Potem zapomniałam o sprawie – mówi. Któregoś dnia do Olgi zadzwonił zdenerwowany ojciec: „Z firmowego konta znikają pieniądze. Podejrzewam Andrzeja”. – Byłam w szoku. Kim jest człowiek, z którym dzielę życie? – pytałam samą siebie. Nagle otworzyły się jej oczy: Andrzej pochodził z biednej rodziny, ale zawsze lubił efektowne życie. Skąd na nie miał? – Czyżby zainteresował się mną tylko dlatego, że byłam bogata? I kochał nie mnie, lecz moje pieniądze? – zastanawiała się. Jej mąż wszystkiemu zaprzeczał, ale Olga przestała mu ufać. – Uczciwość to podstawa w związku. Tu jej zabrakło. Wszystko straciło sens – przyznaje. – Już nie czułam się zobowiązana do dotrzymania ślubnej przysięgi. Odeszłam.

Coraz więcej rozwodów!
72 tys. – w ostatnim roku tyle par zdecydowało się na zakończenie małżeństwa. Dla porównania: w roku 2000 było ich ponad 42 tys., a w 1980 r. – niecałe 40 tys. Najwięcej decyzji o rozstaniu podejmują mieszkańcy miast – prawie 58 tys. par. Spośród mieszkańców wsi na osobne życie zdecydowało się tylko niecałe 14 tys.

13 tys. z nich to związki trwające krócej niż 4 lata. Więcej rozwodów jest tylko w grupie par o stażu 5–9 lat. Najczęściej rozstają się młodzi, między 20. a 24. rokiem życia. Większość małżeństw rozwiązywanych jest bez orzekania o winie, a najczęściej podawana to niedochowanie wierności lub nadużywanie alkoholu przez męża. (Dane: GUS)
Agnieszka Rakowska-Barciuk

Advertisements

komentarze 4 to “Wyszłam za mąż zaraz wracam…”

  1. Ciekawy artykul, trzeba bedzie obejrzec film, zapraszam do onetu

  2. Ciekawa strona, trafilem tu przypadkowo, ale od dzis bede wpadal czesciej, pozdro

  3. Znam Adama z artykułu fryzjerki Jolanty-niestety

  4. Bardzo fajny facet:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: